Jeżeli konkurent używa Twojej nazwy w domenie, reklamie Google, nazwie produktu albo ofercie na marketplace, nie zaczynaj od emocjonalnego maila z żądaniem „natychmiastowego usunięcia marki”. Najpierw trzeba ustalić, czy rzeczywiście doszło do naruszenia prawa do znaku towarowego, a następnie zabezpieczyć dowody. W internecie treść można usunąć w kilka minut, reklamę wyłączyć, ofertę zmienić, a nazwę konta przemianować. Późniejsze udowadnianie, co dokładnie widział klient, staje się wtedy znacznie trudniejsze.
Potocznie mówi się o „zastrzeżeniu marki”, ale prawnie najczęściej chodzi o prawo ochronne na znak towarowy. Jeśli znak został zarejestrowany w Urzędzie Patentowym RP, jego właściciel uzyskuje wyłączne prawo do używania go w sposób zarobkowy lub zawodowy na terytorium Polski. Rejestracja znaku Unii Europejskiej w EUIPO daje natomiast ochronę obejmującą państwa UE.
Nie oznacza to jednak monopolu na każde użycie danego słowa. Ochrona ma określony zakres, a ten szczegół decyduje, czy zgłoszenie do platformy albo pozew ma sens.
Najpierw ustal, czy konkurent rzeczywiście narusza Twój znak
Pierwsze sprawdzenie powinno zająć kilkanaście minut i odbyć się jeszcze przed kontaktem z drugą stroną. Potrzebujesz numeru prawa ochronnego, właściciela znaku, daty pierwszeństwa, aktualnego statusu oraz wykazu towarów i usług objętych ochroną.
To ostatnie jest szczególnie ważne. Rejestracja słowa nie daje automatycznie monopolu na to słowo we wszystkich branżach. Znak chroniony dla odzieży nie musi blokować przedsiębiorcy używającego podobnej nazwy dla zupełnie innych usług. Wyjątkiem są m.in. znaki renomowane, których ochrona może wykraczać poza podobne towary i usługi, jeżeli cudze użycie czerpie nienależną korzyść z renomy znaku albo jej szkodzi.
W praktyce analizuje się trzy główne sytuacje:
-
identyczny znak i identyczne towary lub usługi – pozycja właściciela wcześniejszego znaku jest zwykle najmocniejsza;
-
znak identyczny lub podobny oraz towary lub usługi identyczne albo podobne – trzeba ocenić ryzyko wprowadzenia odbiorcy w błąd, w tym ryzyko skojarzenia obu oznaczeń;
-
znak podobny do znaku renomowanego – ochrona może objąć również inne kategorie produktów, ale sama popularność marki nie wystarcza; renomę trzeba być w stanie wykazać.
Liczy się nie tylko logo. Naruszeniem może być używanie oznaczenia w nazwie przedsiębiorstwa, nazwie sklepu internetowego, reklamie, ofercie handlowej, na opakowaniu, etykiecie czy produkcie. Problem może więc powstać zarówno na stronie konkurenta, jak i w reklamach, social mediach albo marketplace.
Są jednak granice ochrony, o których właściciele marek czasem zapominają.
Sprzedawca oryginalnych produktów nie łamie prawa tylko dlatego, że w ofercie podaje ich markę. Jeżeli towar został wcześniej legalnie wprowadzony do obrotu w Europejskim Obszarze Gospodarczym przez właściciela znaku lub za jego zgodą, co do zasady działa mechanizm wyczerpania prawa. Właściciel znaku nie może dowolnie blokować każdej dalszej odsprzedaży. Sytuacja zmienia się np. wtedy, gdy stan produktu po pierwszym wprowadzeniu do obrotu został zmieniony lub pogorszony albo istnieją inne uzasadnione powody sprzeciwu.
Dozwolone może być również użycie nazwy marki konieczne do wskazania przeznaczenia produktu, np. przy częściach zamiennych, akcesoriach czy usługach. Sformułowanie „filtr kompatybilny z urządzeniem X” jest czymś innym niż stworzenie oferty sugerującej, że produkt pochodzi od producenta X albo że sprzedawca jest jego autoryzowanym partnerem.
To samo dotyczy reklamy internetowej. Google nie zakazuje automatycznie wykorzystywania cudzych znaków towarowych jako słów kluczowych Google Ads. Inaczej traktowane może być użycie znaku w samej treści reklamy, szczególnie przez bezpośredniego konkurenta lub w sposób mylący. Dlatego skarga pod tytułem „konkurent licytuje moje słowo w Google” może nie przynieść oczekiwanego efektu, jeśli reklama sama nie narusza zasad ani prawa.
Przed podjęciem działań sprawdź jeszcze jedną rzecz: rzeczywiste używanie własnego znaku. Jeżeli od rejestracji minęło pięć lat, druga strona może w określonych sytuacjach zażądać wykazania, że znak był rzeczywiście używany. Pozew oparty na znaku, który od lat istnieje wyłącznie w rejestrze, może więc otworzyć niepotrzebny spór o jego używanie lub ważność.
Najpierw dowody, później zgłoszenie i wezwanie
Najgorsza kolejność to: telefon do konkurenta, ostrzeżenie, a dopiero następnego dnia robienie zrzutów ekranu. Po telefonie strona może zmienić nazwę, opis produktu albo reklamę i odpowiedzieć: „nigdy czegoś takiego nie publikowaliśmy”.
Dlatego najpierw zbuduj pakiet dowodowy.
Dla strony internetowej lub sklepu zapisz:
-
pełny adres URL,
-
datę pozyskania materiału,
-
zrzuty pokazujące całą istotną treść, a nie tylko wycięte logo,
-
nazwę przedsiębiorcy i dane kontaktowe dostępne w serwisie,
-
ceny, nazwy produktów i sposób oznaczania oferty,
-
regulamin lub informacje pozwalające ustalić podmiot prowadzący sklep.
Przy ofertach marketplace zapisz również numer oferty, nazwę i identyfikator sprzedawcy, cenę, zdjęcia, opis oraz liczbę dostępnych lub sprzedanych sztuk, jeżeli platforma takie dane pokazuje.
Jeżeli podejrzewasz handel podróbkami, zakup kontrolny jednego egzemplarza bywa znacznie cenniejszy niż kilkadziesiąt screenów. Zachowaj produkt, opakowanie, etykiety, fakturę lub potwierdzenie zakupu, korespondencję ze sprzedawcą oraz etykietę przesyłki. Nie rozrywaj i nie wyrzucaj elementów, które mogą wskazywać pochodzenie towaru.
Dopiero wtedy przejdź do usuwania naruszenia.
Na Allegro właściciele praw i ich przedstawiciele mogą korzystać z programu Współpraca w Ochronie Praw (WOP). Zgłaszający musi wykazać swoje uprawnienia, a zgłoszenie powinno wskazywać podstawę prawną i konkretne naruszenie. Nie wystarczy napisać, że oferta „wygląda podejrzanie”.
Podobny kierunek wynika z unijnego Digital Services Act. Dostawcy usług hostingowych powinni udostępniać mechanizm zgłaszania nielegalnych treści. Skuteczne zgłoszenie powinno być na tyle precyzyjne i uzasadnione, aby usługodawca mógł zidentyfikować konkretną treść oraz ocenić problem.
Praktycznie przygotuj więc:
-
numer zarejestrowanego znaku i dane właściciela,
-
informację o terytorium ochrony,
-
wskazanie konkretnych ofert, reklam lub podstron – najlepiej przez indywidualne adresy URL,
-
krótkie wyjaśnienie, dlaczego dane użycie narusza prawo,
-
dokument pełnomocnictwa, jeśli działa przedstawiciel,
-
precyzyjne żądanie usunięcia określonych treści.
DSA nie ustanawia uniwersalnego terminu 24 czy 48 godzin na usunięcie każdej zgłoszonej treści. Platforma ma działać terminowo, starannie, obiektywnie i bez arbitralności oraz przekazać zgłaszającemu informację o decyzji. Obietnica typu „zgłoszenie znaku zawsze usuwa ofertę w jeden dzień” jest więc zwyczajnie nieprawdziwa.
Przy Google Ads skarga dotycząca znaku powinna dotyczyć konkretnych reklamodawców i adresów. Google może ograniczyć np. mylące użycie znaku w reklamie bezpośredniego konkurenta, ale samo ustawienie nazwy marki jako słowa kluczowego nie jest automatycznie blokowane.
Osobną kategorią są domeny internetowe. Jeżeli ktoś zarejestrował np. nazwatwojejmarki.pl, zgłoszenie problemu bezpośrednio do NASK nie spowoduje automatycznego odebrania mu domeny. NASK nie rozstrzyga, kto ma lepsze prawo do nazwy. Spór dotyczący domeny .pl rozstrzyga sąd polubowny albo sąd powszechny.
Istotny praktyczny mechanizm polega na tym, że po otrzymaniu dokumentu potwierdzającego powstanie sporu NASK może wstrzymać możliwość zmiany abonenta spornej domeny. Jeżeli prawomocne rozstrzygnięcie potwierdzi naruszenie praw powoda, może ono następnie prowadzić do rozwiązania umowy z dotychczasowym abonentem i umożliwienia rejestracji domeny przez wygrywającego spór.
Przy Sądzie Polubownym ds. Domen Internetowych przy PIIT dostępna jest również mediacja. Opłata wstępna wynosi obecnie 500 zł. Jeżeli abonent zgodzi się na mediację, opłata ostateczna wynosi 1000 zł dla strony, przy czym wpłacone przez wnioskodawcę 500 zł zalicza się na jej poczet. Problem jest prosty: mediacja wymaga zgody drugiej strony. Odmowa albo brak odpowiedzi abonenta w ciągu 7 dni prowadzi do jej umorzenia.
Kiedy wystarczy wezwanie, a kiedy trzeba iść do sądu
Dobre wezwanie do zaprzestania naruszeń nie powinno wyglądać jak groźny szablon skopiowany z internetu. Powinno pokazywać przeciwnikowi, że właściciel znaku wie dokładnie, jakie ma prawo, co zostało naruszone i czego żąda.
W piśmie wskaż:
-
znak i numer prawa ochronnego,
-
właściciela prawa,
-
zakres towarów lub usług istotny dla sporu,
-
konkretne działania naruszające prawo,
-
dowody ich występowania,
-
dokładne żądania,
-
termin wykonania,
-
dalsze kroki w razie braku reakcji.
Termin 3–7 dni roboczych jest w prostych sprawach internetowych rozsądnym terminem operacyjnym, ale nie wynika z ustawy. Przy dużej sieci sklepów, zmianie opakowań czy wycofywaniu towaru z dystrybucji trzeba ocenić, czy wykonanie żądania w tak krótkim czasie jest w ogóle możliwe.
Nie wpisuj też automatycznie żądania 50 000 czy 100 000 zł „odszkodowania”, jeżeli nie potrafisz wyjaśnić, skąd bierze się ta kwota. Takie pismo często osłabia wiarygodność zamiast zwiększać presję.
Właściciel naruszonego znaku może przede wszystkim domagać się zaniechania naruszania oraz wydania bezpodstawnie uzyskanych korzyści. Przy zawinionym naruszeniu może również żądać naprawienia szkody na zasadach ogólnych albo zapłaty kwoty odpowiadającej opłacie licencyjnej lub innemu odpowiedniemu wynagrodzeniu, jakie byłoby należne za zgodę na korzystanie ze znaku.
Sąd może również zdecydować o dalszym losie bezprawnie oznaczonych produktów i materiałów – przykładowo o ich wycofaniu z obrotu lub zniszczeniu. Na żądanie uprawnionego możliwe jest ponadto podanie informacji o orzeczeniu lub jego części do publicznej wiadomości.
Nie każda sprawa powinna jednak trafić od razu do sądu. Eskalacja ma największy sens, gdy:
-
naruszyciel ignoruje wezwanie,
-
skala sprzedaży jest istotna,
-
naruszenie trwa mimo usuwania kolejnych ofert,
-
działa wiele powiązanych kont,
-
podejrzewasz obrót podróbkami,
-
potrzebujesz informacji o wielkości sprzedaży lub źródłach dostaw,
-
szkoda rośnie i samo usunięcie pojedynczego URL nie rozwiązuje problemu.
Sprawy dotyczące własności intelektualnej należą w Polsce do sądów okręgowych rozpoznających sprawy własności intelektualnej. Przy wartości przedmiotu sporu przekraczającej 20 000 zł obowiązuje co do zasady zastępstwo strony przez adwokata, radcę prawnego lub rzecznika patentowego, choć sąd może w określonych okolicznościach zwolnić stronę z tego obowiązku.
Trzeba też policzyć opłaty sądowe, zanim w wezwaniu zacznie się lekko grozić pozwem.
Od każdego roszczenia niepieniężnego w sprawie dotyczącej m.in. znaku towarowego pobierana jest opłata 300 zł. Roszczenia pieniężne wycenia się osobno. Do wartości 20 000 zł obowiązują ustawowe stawki kwotowe, natomiast powyżej 20 000 zł opłata wynosi 5% wartości roszczenia, maksymalnie 200 000 zł.
Przykład: jeżeli przedsiębiorca dochodzi jednego roszczenia o zaniechanie naruszeń oraz 100 000 zł odszkodowania, sama opłata od tych dwóch roszczeń wyniesie odpowiednio 300 zł oraz 5000 zł, czyli łącznie 5300 zł. Dodatkowe roszczenia mogą oznaczać kolejne opłaty. Wynagrodzenie profesjonalnego pełnomocnika jest osobnym kosztem.
W sporach, w których przeciwnik kontroluje najważniejsze materiały, istnieją również instrumenty procesowe pozwalające żądać zabezpieczenia środka dowodowego, jego wyjawienia lub wydania oraz udzielenia informacji. Opłata od wskazanych ustawowo wniosków o zabezpieczenie środka dowodowego lub wezwanie do udzielenia informacji wynosi 200 zł. To rozwiązanie jest szczególnie istotne wtedy, gdy właściciel marki widzi sprzedaż podróbek, ale nie ma dostępu do danych o liczbie transakcji, dostawcach czy kanałach dystrybucji.
Nie odkładaj też sprawy bez końca. Do roszczeń dotyczących naruszenia znaku stosuje się szczególne terminy przedawnienia: zasadniczo 3 lata od chwili uzyskania wiedzy o naruszeniu i osobie naruszającej, liczone odrębnie dla poszczególnych naruszeń, z pięcioletnim terminem odnoszącym się do samego naruszenia. Przy naruszeniach powtarzających się sposób liczenia terminów wymaga analizy poszczególnych działań. Strategia „wiemy od kilku lat, ale kiedyś się tym zajmiemy” jest więc ryzykowna.
FAQ
Czy samo użycie identycznej nazwy firmy oznacza naruszenie znaku towarowego?
Nie. Trzeba sprawdzić m.in. wcześniejsze pierwszeństwo, zakres towarów i usług, sposób używania oznaczenia oraz – przy znakach podobnych – ryzyko wprowadzenia odbiorców w błąd. Znaczenie może mieć również wcześniejsze lokalne używanie oznaczenia przez drugą stronę.
Czy mogę kazać Allegro usunąć każdą ofertę zawierającą nazwę mojej marki?
Nie. Legalna sprzedaż oryginalnego produktu może wymagać wskazania jego marki. Problemem jest m.in. sprzedaż podróbek, sugerowanie nieistniejącej autoryzacji, mylące wykorzystanie oznaczenia albo użycie znaku wykraczające poza funkcję informacyjną.
Czy konkurent może reklamować się w Google na nazwę mojej marki?
Samo wykorzystanie znaku jako słowa kluczowego nie jest przez Google automatycznie zakazane. Znacznie mocniejszą podstawę do zgłoszenia daje mylące wykorzystanie znaku w treści reklamy, zwłaszcza gdy odbiorca może odnieść wrażenie, że reklama pochodzi od właściciela marki albo podmiotu z nim powiązanego.
Czy NASK odbierze domenę .pl osobie, która użyła w niej mojego znaku?
Nie na podstawie samego zgłoszenia. NASK nie rozstrzyga sporu o prawa do domeny. Potrzebne jest odpowiednie postępowanie przed sądem polubownym lub powszechnym. Po formalnym powstaniu sporu możliwe jest natomiast zablokowanie zmiany abonenta domeny, co ogranicza ryzyko przeniesienia jej na kolejny podmiot.
Czy muszę najpierw wysłać wezwanie, zanim pójdę do sądu?
Nie w każdej sprawie jest ono warunkiem wniesienia pozwu. Zwykle jednak ma sens, ponieważ pozwala zakończyć prosty spór bez procesu i jasno dokumentuje stanowisko właściciela znaku. Jeśli istnieje ryzyko zniszczenia dowodów lub szybkiego przeniesienia działalności, priorytetem powinno być jednak ich wcześniejsze zabezpieczenie.
Ile kosztuje samo zarejestrowanie znaku w Polsce?
Elektroniczne zgłoszenie do UPRP kosztuje obecnie 400 zł za pierwszą klasę towarów lub usług i 120 zł za każdą następną. Po udzieleniu prawa dochodzi 400 zł za każdą klasę za pierwszy 10-letni okres ochrony oraz 90 zł za publikację informacji o udzielonym prawie. Dla jednej klasy oznacza to 400 + 400 + 90 zł, czyli 890 zł opłat urzędowych, bez wynagrodzenia pełnomocnika.
Czy rejestracja znaku teraz pozwoli żądać odszkodowania za wszystkie wcześniejsze naruszenia?
Nie należy tak zakładać. Rejestracja nie działa jak proste, nieograniczone w czasie „zalegalizowanie” roszczeń za wszystko, co wydarzyło się przed uzyskaniem ochrony. Przepisy przewidują szczególne zasady dotyczące okresu między zgłoszeniem a uzyskaniem prawa oraz dobrej wiary naruszyciela. Jeżeli problem już trwa, trzeba osobno przeanalizować datę zgłoszenia, publikacji, udzielenia prawa i moment powiadomienia drugiej strony.
Czy lepiej od razu żądać wysokiego odszkodowania?
Nie. Najpierw trzeba ustalić skalę naruszenia i podstawę wyliczenia kwoty. W wielu sprawach pierwszym celem powinno być zatrzymanie dalszej sprzedaży lub reklamy oraz zdobycie danych potrzebnych do policzenia korzyści i szkody. Przypadkowa wysoka kwota wpisana do wezwania nie zastępuje wyliczenia roszczenia.
Jeżeli naruszenie właśnie zostało wykryte, pierwszą czynnością nie powinno być wysłanie wezwania, lecz zabezpieczenie dowodów. Następnie sprawdź numer i status swojego znaku, terytorium ochrony oraz towary i usługi objęte rejestracją. Dopiero gdy te cztery elementy zgadzają się ze stanem faktycznym, wybierz najkrótszą ścieżkę: zgłoszenie do platformy przy pojedynczej ofercie, formalne wezwanie przy aktywnym konkurencie albo postępowanie sądowe, gdy naruszenie jest powtarzalne, powoduje realną stratę lub wymaga zdobycia danych znajdujących się wyłącznie po stronie naruszyciela.
Dodatkowe informacje na: https://wzoryprzemyslowe-blog.pl/zastrzezenie-nazwy-i-logo-firmy-ile-kosztuje/.

